za późno 2011-03-03 00:55:03



A bo czasami bywa tak, że fizycznie nie możesz powstrzymać łez, tymczasem w psychice nie da się ich zatrzymać. Siedzisz przed durnym monitorem zastanawiając się czy się poddać czy wyrzucić z siebie złość, gniew, rozczarowanie. Nie jest tak, że mi źle. Po prostu wkurwia mnie fakt niemocy. Nie mogę sobie siedzieć tutaj, na tym czarnym, skrochmalonym od wielu siedzących przede mną tu pup, krześle, rycząc. Właściwie mogę, ale nie chcę. Mam jakąś blokadę, i dziekuję sobie lub komukolwiek kto nade mną czuwa, za to że mogę wcisnąć niewidzialny przycisk w głowie i oto działa. Ale pierdolę. Nieważne.

Mamut. Smutek, zawód i wielka dawka negatywnej energii wszczepionej w mój umysł. Chyba się nie wysypiam. Mimo że jako wprawna 'baba od ryczenia' na wszelkiego rodzaju filmach, nie uroniłam ani łezki, wewnetrznie czuję się gorzej niż przy... właściwie przejrzałam całą listę moich niby ulubionych filmow na fejsbuku i doszłam do wstydliwego wniosku, że ryczalam na każdym. Boże. Teraz to widzę, jestem żałosna. No. Bynajmniej mam jakieś hobby. Wszyscy umarli i byli nieszczęśliwi, pozdradzali siebie i swoje, niegdyś najważniejsze, ideały. Można by powiedzieć, że dostrzegam tu pewną analogię.(albo jak się zaraz okaże-wcale nie. postanowilam już nie wracać do tego wątku, co zauważyłam po przeczytaniu tekstu drugi raz. Etam. Mój blog.) Może nie jestem nieszczęśliwa, nie zdradzam, a moje ideały się wciąż ksztaltują. Nie mam też apartamentu w SoHo i nie byłam w Tajlandii. Nie mam różowego skutera ani dwójki dzieci. Nie umiem wycinać kształtów w owocach i nigdy nie byłam w planetarium. Byłam w fokarium na Helu, ale to że też kończy sę na 'arium' chyba nie obliguje mnie do chwalenia się. Fajnie wtedy było. Miałam 12 lat i nie miałam nawet okresu. Nie żeby mi doskwierał, ale ówczesna błoga nieświadomość wywołuje uśmiech na mojej (tu przydałby się jakiś epitet, ale żaden mi nie pasuje) twarzy. Nie miałam nawet bloga. Czasy zamierzchłe. Słuchałam już wtedy, jednak, perfektu. Bylam pod wielkim wplywem mego Taty, który ukształtował poniekąd mój gust muzyczny. Właściwie to nie. Słuchałam tego, bo nie mialam wystarczająco długich rąk by dosiegnąć odtwarzacza w samochodzie, ale nie żałuję. Nasz wiśniowy...bordowy brzmi lepiej. Nasz bordowy opel astra był miejscem, gdzie wyganiałam białą mysz akysz akysz, gdzie pocieszałam Ewkę gdy płakała. Stanowił także pierwszą salę koncertową, gdzie niebędąc świadomą znaczenia słów: 'strefa półcienia' darłam się w niebogłosy: Stefan ucieka! Tata mnie poprawił i na jakiś czas się przymknęłam. W domu za mikrofon służył kij od miotły. Często je z Krzysiem łamaliśmy, nie wiem w sumie w jaki sposób. Nie bilismy się nigdy. Czasami. Rzadko. Nie wiem jak sąsiedzi wytrzymywali nasze performensy, ale teraz odpłacają się z nawiązką.   

O maly włos, a zamiast Publikuj wcisnęłabym Wyczyść. Bożesz. Właśnie uświadomiłam sobie, że za założenie tego bloga musialam dnia 31 (grudzień ma tyle dni? to smieszne, ale nigdy się nie nauczę) grudnia, wyslać smsa, którego cena woła dziś o pomstę. Dziesięć złotych, dycha. Dziś żal mi tyle zapłacić za zakupy spożywcze, a co dopiero za coś, co każdy (lub prawie każdy) człowiek pokolenia Web 2.0, miał/ma w swoim życiu ZA DARMO! teraz ten slogan działa na mnie jak płachta na byka. Jak widok komputera na mojego brata albo pisk gumowej butelki na Komara. Mam bloga, którego czytam sobie, gdy jest kolo 4.00 a nie chce mi się spać. Bloga, który mógłby wyjść na swiatlo dzienne, ale po co? Lepiej się upiję i opiszę co czuję. Może będę kiedyś pisała do Vanity Fair, którym chwalił się dziś kolega z roku wyżej strasznie mi kogoś przypominający. Jak sobie przypomnę kogo to go opiszę. Albo i nie. Zależy po jakim filmie będę, co uprzednio zjem, z kim się pokłócę, w jakim humorze będzie Mama, ile kosztować będzie paliwo.

Głupio jest prosić o pomoc? Od dziś-więcej samodzielności. Bo jak chcę to potrafię! Nie przyjmuję jednak tego za ujmę. Przeciez po to są inni ludzie, by mi pomóc, nie? Nie. Może nie chodzi tutaj o zarabianie własnych pieniędzy, ale potrafię już ubrać kurtkę nie prosząc (nigdy nie wiem czy razem czy osobno) nikogo o potrzymanie szalika. Potrafię nareszcie coś ugotować! Z praniem są opory, ale póki mam co nosić nie stanowi to problemu. Mam jeszcze problem z połapaniem się w tym gdzie, czym i kiedy dojadę, bo tramwaje wciąż stanowią dla mnie zagadkę, której nie ufam. Może trzech dzielnych nastoletnich detektywów pomogloby mi ją rozwiązać. Albo Horejszjo Kejn z CSI. W Miami mogłabym się teraz znaleźć. Zrobiłabym sobie tatuaż i poszłabym na plażę. Albo pójdę spać. Jutro stosunki. 

Jakas pointa na koniec by się przydała. Like you. Miss you.



skomentuj (1)




.,,k 2011-03-01 18:09:07



Z każdą spędzoną w tym pokoju chwilą, szlag mnie trafia z niemocy. 


skomentuj (0)




okropnie napisane, bo w uszach słuchawki. 2011-02-28 00:35:53



Oskarowa nooooooc! Pierwszym filmem nominowanym, o którym usłyszałam był 'Czarny Łabędź', z którego oglądaniem wciąż zwlekam. Nie chcę tego robić sama, a wszyscy inni już go widzieli. Pozostaje mi albo a.) zmusić kogoś, kto nie rozmawia podczas projekcji. b.) obejrzeć z bratem, z tym że on gada podczas oglądania. Pomyślę jeśli wygra. Mam zamiar przetrwać te dwie godziny do poczatku trójkowej realcji. O. własciwie już się zaczęło. Ciekawe czy nie prześpię. Przyznam, że w tym roku z powodu braku telewizora dla zasady zdecydowalam się udawać brak zainteresowania tymi, bądź co bądź, najważniejszymi nagrodami filmowymi. Totalnie zignorowałam nominowanych, mimo że większość z tych filmów widziałam. Odpuszczam sobie westernowskie gonitwy szeryfów za bandytami oraz mroczne science-fictiony, gdyż nie przełknęłabym tego nawet gdybym tam grała. No cóż. Trójka mi doniesie co i jak. O ile nie zasnę, oczywiście.

Ostatnia, pełna nicnierobienia, niedziela minęła jak z bicza strzelił. Przyznaję, że pośród tłumu na Krakowskim Rynku czułam się trochę niezręcznie, gdyż ostatnimi czasy miejsce to świecilo pustkami. Dzisiaj-pełno ludzi cieszących się pierwszymi promieniami słońca zwiastującymi wiosnę. Uwielbiam takie dni, kiedy okulary przeciwsłoneczne stają się częścią twarzy. No, ale. Dzień spędzony na słuchaniu Marka Kondrata u Slowackiego. Wraz z Anną Dymną i przygrywającym im Turnauem dwa metry ode mnie, zrobiły na mnie wrażenie. Dodając do tego poezję Tuwima, który nie od dziś jest moim fav., poranek okazał się być uroczym. Naprawdę czułam się ukulturalniona i zadowolona z ruszenia się z łóżka o godzinie 10.00. Rozdawali darmowe wino, na które się nie załapałam. Ulotki podsuwane pod pióro artystów, której nie dostałam. Marek rozdawał uśmiechy, oczywiście spodobalam sie mu i mnie już kocha.

Etam nie mogę się skupić. Wracam do trójki, gdyż o toy story 3 teraz. Tak. To ironia. Nie podobało mi sie noszenie tych googli całe dwie godziny. Nie przepadam za 3D choć plakałam jak prawie umarli. Spoiler.

Przypomnienie: kanadyjskie produkcje z Quebecu. Tomorrow.



skomentuj (0)




do później. 2011-02-26 04:50:10



Znowu zapomniałam/zgubiłam hasła/o. 

W tym momencie, tj. dwudziestegoktóregoś lutego o godzinie 4.37 nienawidzę wszystkich ludzi wychodzących właśnie na party w Nowym Jorku. Źródłem nienawiści jest zazdrość i wszechogarniająca mój umysł niemoc, gdyż tak późno w nocy, bądź wcześnie rano, nie mozna ze swoim życiem zrobić nic, jak położyć się spać. Hate Newyorkers for being sb I would like to be someday. That's the only Place in the world where cleaning somebody else's toilets is pretty nice vista. Like, you know, window that enables you seeing your surroundings as a place where's 'hot as a hair dryer in your face'*. That's ok. Cool for me.

Każda książka się kiedyś kończy. Nawet jeśli możemy przeczytać ją jeszcze raz, nadal znamy zakończenie. Nic już nie zmienisz. Oczywiście jeśli nie poznasz odpowiednich osób zajmujących się reedycją jej wydania. People are able to change anything. Go and meet them.

Gn. Dżerzi or whatever.

*U2 oczywiście. New York. suprajzin'?



skomentuj (0)




im getting more and more independent! 2011-01-21 21:09:26



Uwaga.

Porfirio Diaz objął władzę w Meksyku w roku 1876 po tym jak Benito Juarez, aby zostać prezydentem drugi raz, sfałszował wybory. Porfirio Diaz wspaniałomyślnie wprowadził zasadę NORE ELECTION, co w tłumaczeniu na polski znaczy 'nie dla reelekcji'. Okres Porfiriatu, jak nazywamy lata 1876-1911, to okres dyktatury. Zdecydowano się, więc, z nią walczyć. Po kilkudziesięciu latach rządów, prezydent stwierdza, że w kraju nie ma opozycji, gdyż wszyscy go kochają, zaznaczając, że jeśli jednak znajdzie się jakiś niedobitek, może on stanąć do walki, ramię w ramię z Diazem. Znalazł się taki jeden, reprezentant nowopowstałej Partii Reelekcyjnej. Francisco Ignatio Madero zadecydował, że celem nadchodzącej nieuchronnie rewolucji będzie obalenie dyktatora oraz niedopuszczenie do powtórki z rozrywki w przyszłości. Zdecydował się, więc, wziąć udział w wyborach, a jego kampania była piekielnie amerykańska, czyli dobra. Porfirio się przeraził i zamknął Madero w więzieniu, skąd ten uciekł do USA. Będąc w Stanach wymyślił Plan! San Louis Potosi Plan! Jego głównym celem było nieuznanie władzy prezydenta, który wbrew zasadzie NORE ELECTION zasiadał na tronie już nie po raz pierwszy. Drugą kwestią miała być zbrojna rewolucja czyli wzięcie w dłoń kos i maczet! Datę rozpoczęcia Rewolucji wyznaczył, na 20 listopada 1910r. i jak zapowiedział, tak zrobił. I co? I nic, ponieważ przez pierwsze kilka miesięcy nie działo się nic wartego opisywania. Dopiero wiosną 1911 oddziały Pancho Villi, Pascala Orozco i Emiliano Zapaty wzięły sprawy w swoje ręce i w maju 1911 Porfirio Diaz nie mieszkał już w Meksyku! Prezydentem w 1912 r. został Madero, który okazał się jednak władcą nieudolnym, pierdołowatym i niezdolnym do podejmowania ważnych decyzji. Przechodzę teraz do najbardziej pomieszanej/pogmatwanej/posranej części historii Meksyku. Ale to nie teraz, bo lecę na dżamp stulecia!



skomentuj (0)




Layout by Inez for Szablony.Blogowicz.